Adwent

To czas oczekiwania, to wszyscy wiedzą,  nie trzeba nikomu przypominać. Cały czas na coś czekamy, ja czekałem z niecierpliwością na dzisiejszy dzień,  a teraz czekam na samolot do Warszawy – już. 6 godz. za mną, zostały tylko 3. Może ( mam taką nadzieję)  niektórzy z Was czekali na wpis, co się dzieje te kilka tys. km na wschód od Polski. Tak więc po kolei.

Zacznę od nie za bardzo przyjemnego wydarzenia. Kilka tygodni temu, dokonano włamania do kościoła. Mówię Wam, to przerażające odebrać telefon i usłyszeć,  że wlamano się do kościoła i zniszczone zostało tabernakulum. Na szczęście, celem tych ludzi, nie była profanacja, tylko rabunek puszek, które pewnie wydawały się im, że całe są ze złota. Oczywiście, była i policja, ale…. Rezultatów żadnych… I potem to przygnębiające wrażenie, kiedy wchodziło się do kościoła, a tu wieczna lampka zgadzają, tabernakulum otwarte i w środku pusto…. Jak to ktoś z parafian powiedział,  my jak sieroty jesteśmy… Oj, trzeba się modlić za tych którzy to zrobili….

A w domu powoli trwa remont. Przygotowujemy pokój po ks. Ryszardzie. Mycie ścian,  malowanie i ścian i kaloryferów i rur i czego tylko się dało. Meble prawie przeniesione,  pewnie po przyjeździe będą przenosiny.  Obiecuje zdjęcia.

Kilka osób w ostatnim czasie powiedziało mi, że schudłem. Myślę sobie, jem normalnie, nerwów aż takich nie ma… Ale potem przyszła ta świadomość, że przecież ja bez samochodu, i codziennie ja chodzę minimum 3-4 km. A niektóre dni i dużo więcej. Dom gdzie mieszkamy oddalony jest od kościoła około 1,5 km, wiec samo pojęcie na Mszę juz swoje robi. Samochód ma być do mojego przyjazdu gotowy, wtedy pewnie nie będzie się chciało tak chodzić.

Często Lubie sprawdzić w internecie, co słychać w naszym regionie w Polsce.  Ra zachodzę,  a tam informacja, ze idzie pogorszenie pogody i nagle ochłodzenie, ma być w nocy nawet -5. Smieszniejszej informacji dawno nie czytałem,  tym bardziej, że od kilku dni było około -25, a czasami i prawie -30. Ale potem przyszła ocieplenie i było już tylko -15. Tak, zimą jest piękna w Kazachstanie. Nie ma litości, jak powieje jeszcze, to zamykają poprostu drogi, dla bezpieczeństwa oczywiście. Chociażby jadąc do Astany, są odcinki prawie stukilometrowe, gdzie nie ma żadnych wiosek.

A codzienność w tym czasie była według takiego planu: rano około 8-mej Msza u Sióstr,wieczorem jeszcze Repozycja u nich, potem Różaniec w kościele i Msza. W sobotę i piątek oczywiście jeździłem jeszcze do moich wiosek. Najwięcej czasu zajmuje droga, bo trzeba i do dworca dojechać i potem do wioski autobusem i jeszcze dojść. Czasami można pospać,  ale czasami tak wytrzeźwień, że lepiej nie mówić.

Cóż, jeszcze kilka godzin i powitam Ojczyznę.  Ciekawe, cały rok poza domem.  Postaram się pisać na bieżąco. Pozdrawiam i od wieloma Was do zobaczenia. Z Bogiem – o. Tomasz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s