Jak Ojciec Święty

marszrutOczywiście nie chodzi o to, że nauczam, czy mam autorytet jak Papież. Ale w ostatnim czasie poruszam się jak Ojciec Święty, oczywiście przed konklawe. Niestety, auto dalej nieczynne, co niestety rodzi pewne problem, bo nie wszędzie się da dotrzeć. A tam gdzie się da, docieram autobusem. I tak w zeszłą sobotę – Aksu, a w niedzielę – Kaczyry. O ile do Aksu jeździłem już kilka razy marszrutką, to do Kaczyr pierwszy raz. Było trochę strachu.

Bilet kupiłem dzień wcześniej, na 11:30, kierunek – Żelazinka. Rano nie spiesząc się, dotarłem na dworzec autobusowy i czekam. 10 min. do odjazdu – nic. 5 min. – nic. Godzina odjazdu – dalej nic. Nie ukrywam, lekko się zacząłem denerwować. Ale myślę, może się po prostu spóźnić. Czekam dalej – nic. Iść się zapytać? A jak wtedy pojedzie? No w końcu poszedłem. Okazało się, że ten kurs jest odwołany. Lekka panika, więc pytam się Pani w okienku, co mam robić? Pani zapytała się przez radio coś tam i kogoś i mówi, że wszyscy którzy kupili bilety na ten kurs, mają jechać o pół godziny później „Omskim” autobusem (czyli autobusem do Omska). Już spokojny poszedłem na przystanek i czekam. Autobus nowiuteńki (tak na oko około 10 lat). Ale w środku czyściutko. No i jechało się miło. Tylko troszkę za bardzo grzali. Potem jak wsadziłem rękę do kieszeni i załapałem za klucze, to prawie się oparzyłem. Ale to tak tyle o podróżach. Dodam tylko, że pierwszy raz jechałem kursowym autobusem w Kazachstanie.

A poza tym przyzwyczajam się do nowego terenu. Niezaprzeczalnym atutem jest mieszkanie w mieście, cały dzień sklep otwarty i wszystko jest, jak nie w jednym, to w drugim sklepie. Minusem są odległości do moich wiosek, szczególnie teraz, gdy nie mam samochodu. I pewnie nawet po naprawie, toyotka nie wszędzie dojedzie, będzie trzeba rozglądać się za czymś wyższym.

A od poniedziałku troszkę więcej odpowiedzialności, bo o. Lucjan pojechał na rekolekcję, a potem jedzie do Polski po wizę. A w poniedziałek jeszcze o. Ryszard wyjeżdża już na stałe. Tak więc od poniedziałku odprawiam w kościele, a od następnego dojdą jeszcze Siostry Klaryski. Ale damy radę, co my byśmy nie dali? Trochę problem będzie w sobotę i niedzielę, ale jest jeszcze o. Józef, i chociaż ma swoje ścieżki i codziennie jeździ do różnych wiosek, myślę, że jakoś dopasujemy nasze plany do siebie.

I na koniec radosna widomość. Otóż w moim paszporcie jest zapisana taka piękna data: 6 grudnia 2014 r. Tak, tak, to św. Mikołaj. Ale w moim przypadku to koniec wizy. A co za tym idzie – mam już bilet! 3 grudnia będę w Polsce. Pierwszy raz po roku. Pozdrawiam i do zobaczenia – już niedługo.

Z Bogiem – o. Tomasz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s