Oj, moroz, moroz!

W Rosji wchodzi do sklepu ze sprzętem AGD mężczyzna, bardzo ciepło ubrany i zaczyna oglądać duże lodówki. Podchodzi sprzedawca i pyta: – Lodówkę chce Pan kupić?
– No tak.
– A Pan chyba z jakiegoś zimnego regionu?
– Tak, z Irkucka.
– To po co lodówka, można wszystko na zewnątrz trzymać.
A mężczyzna odpowiada:
– Ale ja chcę kupić, żeby się ogrzać.

Tak by pewnie i nam się w ostatnich tygodniach przydało pokupować coś do ogrzania. Choć my nie możemy narzekać, bo w domu ciepło. Ale czasami już wyjść na zewnątrz, szczególnie tak rano, zaraz po wstaniu z łóżka.. oj, ciężko. Ciężko też pójść do Karmelu, tak półtorej km, szczególnie jeszcze jak wieje. Ktoś zapyta, a dlaczego nie samochodem? Po pierwsze, zanim się samochód z garażu wyciągnie i rozgrzeje, a po drugie czasami rano garaż zawiany, albo zamek przymarznie, i po trzecie, potem może samochód nie zapalić, jak się go zostawi pod klasztorem na czas Mszy św. Nie, no nie jest tak tragicznie, da się żyć. Tym bardziej, że prognozy optymistyczne, już tylko -15. I wiatru nie ma! Nie będzie buranów na szczęście na razie. Ale jeszcze pół lutego i cały marzec. Mogą nam pokazać. A tak poza tym, zima w tym roku łaskawa. Nie było chyba temperatury poniżej -40.  A życie mimo wszystko płynie normalnie. Dzieci idą do szkoły, ludzie do sklepu, my do Karmelu. I tak cichutko, samochodów mało jeździ, prawie wcale. Ludzi też prawie nie widać. Ale do kościoła przychodzą. Zresztą co się dziwić, było troszkę świąt. Najpierw Gromnicznej, potem św. Wasilja i modlitwa o ustrzeżenie od bólu i chorób gardła, i św. Agaty, poświęcenie chleba i wody.

I na spotkania przychodzą, wczoraj było sześć kobiet na naszej grupie modlitewnej Matek w modlitwie. Oczywiście po modlitwie czajopicie. Takie bardzo skromne, herbata, troszkę ciastek i parę cukierków.

A jeszcze trochę cofając się w czasie, to w poniedziałek obchodziliśmy dzień życia konsekrowanego w naszym dekanacie. JA nie pojechałem, bo ktoś musiał zostać na „gospodarstwie”. Ale siostry i ojciec Adam jak najbardziej. I bardzo miłymi wrażeniami się dzielili po powrocie.

I jeszcze jedne krok robiąc w przeszłość, parafialnie też świętowaliśmy ten dzień. Przecież u nas jest 7 sióstr i 2 ojców. Ojcowie jeszcze byli w Szwajcarii, ale siostry w komplecie, więc była Msza w niedzielę w Karmelu i potem uroczysty obiad. Taki trochę na szybko, bo potem trzeba było jechać na wioski. Ale zdążyliśmy posiedzieć i pogadać.

A poza tym trwają przygotowania do dalszego budowania kaplicy, a raczej jej wykończania. Dzisiaj jestem w Szczucińsku, u o. Rafała, który buduje kościół i trochę doświadczenia ma i różne firmy zna. I chyba udało nam się znaleźć fachowców, którzy położą na ogrzewanie. Niby tego wszystkiego dużo nie ma, ale tak trochę się boję, żeby nie przeoczyć jakiegoś ważnego szczegółu, i żeby potem nie trzeba było czegoś nadrabiać. Jak na razie chyba wszystko ogarniamy.

I taka ostatnia troska, pewnie na przyszłość, kościół przemarza. Trzeba by ściany ocieplić. Jeszcze jak nie było mrozów, było nieźle, ale potem się wychłodziło i widać w niektórych rogach, jak mróz wychodzi. A ściany mają ok. 50 cm. Ale może św. Józef się zatroszczy i o to, żeby w u Jego Małżonki ciepło było.

Pozdrawiam ciepło i wcale nie z lodówki.

o. Tomasz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s