Jesienny Kazachstan

I znowu długo, długo nic. Oj coś się opuszczam. Trzeba się wziąć w karby. A Wy jakoś nie dopominacie się nowości. Co prawda po lecie jest już ich mniej, ale nie mniej coś tam się zawsze dzieje. Jesień to czas, kiedy wszystko jakby się uspokaja. Tak jest w naszej parafii, gości troszkę mniej. Za to spokoju nie ma w życiu tutejszych ludzi. Bo jeszcze pszenica stoi na polu. Tak, tak, nie pomyliłem się, to nie miał być sierpniowy wpis. Tutaj żniwa zaczynają się we wrześniu. A jak długo trwają, zależy przede wszystkim od pogody. W tym roku jest ciężko. Co chwila deszcze, które nie pozwalają przez dwa, trzy dni wjechać na pola. A jak można, to widać wokoło jak się jedzie pracujący sprzęt. A czasami nocą kolumny kombajnów i traktorów z przyczepami przemieszczających się na inne pole. Traktory troszkę większe niż u nas. W dużych firmach to przeważnie zielony amerykańskie John Deer’y. Oj, tak sprzęt budzi respekt, szkoda tylko, że ludzie tak mało z tego mają. Ale to osobny temat.

Oprócz żniw, trzeba jeszcze zebrać to co w ogrodach rośnie. Wszelakie warzywa, żeby tylko zdążyć przed mrozami. A jak już wszystko jest zebrane, to trzeba to w słoiki włożyć, żeby na zimę było. Jak widać jesień pracowita. I u nas w parafii. Oczywiście na pierwszym miejscu budowa kaplicy. Trochę opóźniona, ale z bardzo ważnego powodu. Nasza firma buduje też nowy Karmel i musieli się sprężyć końcem września, bo 1 października miało miejsce poświęcenie kaplicy w Nowym Karmelu. Oczywiście wielu gości. Samą kaplicę błogosławił Nuncjusz. Był oczywiście nasz ks. Abp Tomasz, wielu księży i siostry zakonne. Bardzo miła uroczystość. W naszej parafii jest kolejne miejsce, gdzie można spotykać się z Jezusem. A propos gości, to na przełomie wrześnie i października miałem szczególnych, moją mamę i siostrę. Przyjechały zobaczyć Kazachstan. Za dużo pisać nie mogę, bo napiszę coś nie tak i mi się potem po uszach dostanie. A niedługo po wizę trzeba jechać. To tak pół żartem. Myślę, że on same się już tam podzieliły swoimi wrażeniami i robią to do tej pory zapewne. Każdy ma swój Kazachstan.

A wracając do kaplicy, to niedługo ściany będą. Już są gotowe fundamenty i podłoga, oczywiście odpowiednio ocieplona. Bo przecież tutaj niektórzy będą spędzać wiele czasu na modlitwie. A przez to, wiosną, będzie można od razu zacząć wykończenie wnętrza, żeby z zapasem czasu wszystko ukończyć. Oczywiście nie odbywa się i bez małych problemów. Jedna firma odmówiła nam wykonania okna w kształcie jurty. Dlatego w następnym tygodniu trzeba jechać do Astany i tam szukać wykonawcy. Trochę pokombinowaliśmy i to nie wstrzymało budowy.

Oprócz kaplicy oczywiście w pełni przygotowanie do zimy. Musieliśmy zmienić przebieg ciepło-trasy biegnącej do kościoła. Przy okazji okazało się, że wszystkie rury potrzebują ocieplenia, bo praktycznie nie ma żadnej izolacji. I trzeba wykopać ok. 100 m rur i je ocieplić. Na szczęście udało nam się znaleźć tanią i dobrą technologię.

Oj tak, zima idzie. W tym roku będzie ciężko. Już nie ma żadnej dotacji… Tylko na siebie możemy liczyć. Jedna dobra wiadomość, że udało nam się znaleźć pieniądze na zmianę pieca. Ten stary brało ok. 100 ton węgla na sezon (słownie sto, żeby ktoś nie myślał, że była pomyłka w zerach). Poza tym, wymagała stałego nadzoru. Z nowym, który jedzie już z.. Polski wiążemy duże nadzieję na oszczędności. Ale i tak myślę, że musimy kupić koło 60 ton węgla. A pieniędzy mało..  Na razie znaleźliśmy na pierwszego kamaza – 20 ton. Czego jak czego, ale zaufania w Bożą Opatrzność człowiek tutaj uczy się bardzo szybko. Tym bardziej, że w ostatnim tygodniu węgla nie można było kupić, bo …. nie ma.

Ale nie będę narzekał. Są jeszcze i dobre rzeczy. Powoli kończymy naszą salę katechetyczną. I też znalazł się sponsor, dzięki któremu będziemy mieli piękne ściany. A w następnym tygodniu będą już drzwi wstawione i okno i mam nadzieję, że podłoga ułożona. Tak pisząc to wszystko zrodziła się myśl, że w Seminariach powinny też być wykłady z budowlanki. Oj, na pewno bardzo by się to przydało.

A jesień niesie ze sobą jeszcze jedno. Wszystkie te prace się kończą i w domu i wokoło domu. I jest więcej czasu. I zaczyna się życie, również to nasze, parafialne. Powoli zaczynamy spotkania Matek w modlitwie. A wczoraj mieliśmy pierwszą lekcję polskiego. Nauczycielem będę ja, dopóki jeszcze jako tako po polsku mówię.

A w tle gdzieś jest nasza adoracja. Źle napisałem, ona nie jest w tle, ona jest jak fundament. Jego nie widać, ale czym więcej w niego zainwestujemy, tym silniejsze potem budowle potem stawiamy. To taka okazja, aby Wam przypomnieć, że się za Was modlimy także. Choć wydaję się, że za mało, ale o tym pewnie wkrótce. Oczywiście cały czas czekamy na Wasze intencje. Przedstawimy je Matce – Królowej Pokoju.

I na koniec prośba. Przede wszystkim o modlitwę za nas, za nasze Sanktuarium, szczególnie w tym roku, bo tyle nas czeka. Ale też i o tę materialną pomoc. Cały czas gdzieś tli się ta idea Stowarzyszenia, które jednoczyło by ludzi, którym droga jest idea modlitwy o Pokój, szczególnie w naszym Sanktuarium, ale też i tych ludzi, którzy troszczyli by się modlitewni i materialnie o to najmniejsze Sanktuarium narodowe na świecie. Mam nadzieję, że nasza Szefowa, Królowa Pokoju kogoś sobie wybierze. My czekamy na Wasze idee.

Mam nadzieję, że jeszcze przed wyjazdem do Polski ( to już 15 listopada) uda mi się coś jeszcze napisać.

Z Bogiem – o. Tomasz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s