Coraz mniej czasu i szaszłyki

Niby doba ma tyle samo godzin, ale jakby się skurczyła. Szczególnie niedziela. I to, o dziwo! pomimo tego, że dużo wcześniej wstaję. Wyjaśnienie tajemnicy jest bardzo proste. Więcej obowiązków. Na szczęście problem z wizami okazał się tylko problemem przejściowym. Nie wątpię, na pewno także i dzięki waszej modlitwie. I teraz już ci, którzy musieli wyjechać po wizę, będą powoli wracać. I jeszcze jedna dobra wiadomość: wizy będziemy dostawać na rok. To zaoszczędzi i dużo czasu i dużo pieniędzy. Zresztą myślę, że sami wiecie, jak rozbija dodatkowy urlop w ciągu roku. O. Mariusz – mój czcigodny proboszcz – na razie czeka na dokumenty z Astany. Ale na święta na pewno wróci. Niech odpoczywa. Ale nie o tym miało być. Miało być o czasie, który się kurczy, a raczej o obowiązkach, których przybywa. Otóż to czas wyjazdów po wizę. I tak się złożyło w sąsiedniej parafii, że Ojcowie musieli wyjechać. Od tej niedzieli, można tak powiedzieć, mam pod opieką dwie parafie: Kellerovka i Tańszę. I to dlatego trzeba wcześniej wstawać w niedzielę. Ale zaczynam sobie przez to przypominać (nie tak) dawne czasy. Jak to w Dydnie wstawało się rano, odpalało „maszynę” i w drogę – do wiosek. Tutaj jeszcze nie wolno tylko zapomnieć o naszych zwierzakach i dać im jeść. No i niedziela wygląda, jak u księdza wyglądać powinna – cała zajęta.

Ale tak z tym czasem źle do końca nie jest….…  Poniedziałek tutaj, to dzień odpoczynku. Mamy Mszę rano, a potem czas, żeby pojechać do miasta, czy coś załatwić, czy choćby kogoś odwiedzić. Dzisiaj byłem w mieście, i to wojewódzkim. O. Józef, proboszcze z Oziornoje jechał do Pietropawłowska, to zabrałem się razem z nim – dla towarzystwa. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy – do szaszłyków. To bardzo tradycyjna kazachstańska potrawa. Są one przyrządzone zupełnie inaczej niż nasze. Na tych szpikulcach jest tylko mięso, ale tak smacznie przyrządzone, że ach! Zresztą, przyjeżdżajcie popróbować. My na jednym bazarze dzisiaj próbowaliśmy. I zdziwienie. Jedna bazarowa uliczka jest zajęta przez budki z tymi szaszłykami. Ale to nie przypomina budek, które znamy z naszych bazarów. Wszystkie ładnie wymurowane, czysto. Kiedy zamówiliśmy, pani powiedziała, żebyśmy poszli do kawiarni naprzeciwko, a ona za chwilę przyniesie szaszłyki. A tam też czyściutko i przytulnie, no i przede wszystkim ciepło. Wyobrażacie sobie, że przy wejściu była nawet nowiutka umywalka, żeby sobie ręce umyć? A szaszłyki były tym bardziej smaczne, że trochę zeszło nam czasu, zanim znaleźliśmy tę uliczkę. No bywa tak, że cos się pomyli. I tak było tym razem. O. Józef po prostu zaszedł w jedną uliczkę za wcześnie. Zapach czuliśmy, ale szaszłyków nie widać. I tak krążyliśmy, krążyliśmy, pewnie z godzinę. W końcu poddaliśmy się i wracając do samochodu… cud! Znaleźliśmy. Cud, oczywiście kulinarny.

I jeszcze jedno zdziwienie. Widzieliście kiedyś skrzyżowanie, przez które piesi przechodzą na poprzek? Ja dzisiaj widziałem po praz pierwszy. Można przejść albo przez ulicę, w jedną lub drugą stronę, a potem się światła zmieniają i idzie się po przekątnej, przez sam środek skrzyżowania. Ciekawe, ale i praktyczne.

Jeszcze trochę o pogodzie. Zima powoli zaczyna odchodzić. Bo dnia przybywa (to chyba od Stachury cytata), no i moje koty samowolnie wychodzą z domu! Czasami wręcz przeraźliwie miauczą, domagając się aby ich wypuścić. A i Ares zaczyna powoli sierść gubić. Idzie wiosna! Czego Wam i sobie życzę – о. Томаш

P.S. Na zdjęcie Ares(ten, który zaczyna zrzucać sierść). Gorący gość, przy -25 leżał jak w lecie na plaży.

Image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s