Fondeue i św. Mikołaj

Poniedziałek u nas jest dniem bardziej swobodnym. Nie jedziemy na posiołki, a Msza przeważnie jest rano, jest więc Msza na wyjazd do miasta czy odwiedziny u znajomych. Na ten poniedziałek zostaliśmy zaproszenie do Oziornego, do wspólnoty Benedyktynów, na fondeue. Może najpierw słowo o Benedyktynach. Są w Kazachstanie od 5 lat. Przyjechali z klasztoru w Szwajcarii. Musieli od podstaw się nauczyć języka rosyjskiego. I trzeba przyznać, że całkiem dobrze się nim posługują. To nie takie oczywiste. Dla nich rosyjski jest bardzo trudny. No i może dlatego jak O. Joseph Maria dowiedział się, że znam angielski, to w rozmowie ze mną raczej na ten język przechodzi. I żyją sobie tutaj na środku stepu dwaj mnisi według zasady benedyktyńskiej: „Ora et labora”. Ojciec Joseph Maria i ojciec Matias.

Tak więc poniedziałek spędziliśmy u nich. Oczywiście, tutaj nie chodzi o posiłek, ale chodzi o bycie ze sobą. O tworzenie wspólnoty. Choć nie powiem, pierwszy raz jadłem fondue i było całkiem przednie. Można nawet powiedzieć, ze wciągnąłem je na listę moich ulubionych potraw. Nie zabrakło oczywiście wspólnej modlitwy,  nie mogło być inaczej w benedyktyńskim klasztorze, przecież ten zakon jest słynny właśnie z liturgii godzin odprawianej wręcz w sposób artystyczny. Po przywitaniu i krótkim oprowadzeniu po klasztorze, w kaplicy odmówiliśmy wspólnie godzinę w ciągu dnia. A potem … już rozkosz podniebienia. Zobaczyliśmy jeszcze zdjęcia jak powstawała tutaj ta wspólnota i do domu.

A 6-tego grudnia, jak co roku, św. Mikołaja. Byłem więc Mikołajem w naszej Ochronce. No tak jak w Polsce, niektóre dzieci się wstydziły, niektóre, były bardzo śmiałe, ą jeszcze inne podejrzewały, że tak naprawdę, to z tym Mikołajem coś jest nie tak, coś za bardzo znajomo wygląda. Po południu zaś odpust. W jednej z naszych wiosek, kaplica nosi to wezwanie. To malutka sala, pewnie w wielu domach w Polsce większy salon jest. Dzisiaj kaplica była pełna po brzegi. Msza, kazanie, no odpust. Potem krótki program, wierszyki przeplatane śpiewaniem pieśni. I na końcu już tradycyjny czaj. W jednej sali (w kaplicy) dzieci, a w drugiej dorośli. Spokojne świętowanie, przy stole. No i już pisałem, że ta nazwa czaj, to tutaj bardzo zwodnicza. Bo to nie tylko herbata, ale przeważnie suto zastawiony stół. Dzisiaj posmakowałem w czubarykach. Kolejna potrawa na liście moich ulubionych. Nie martwicie się, dopytałem się jak się robi, jak przyjadę, będziemy próbować. Wam pozostaje tylko nadzieja, że mój rosyjski jest już na tyle dobry, że mogłem zrozumieć wszystkie te objaśnienia. Pozdrawiam – о. Томаш

2 responses to “Fondeue i św. Mikołaj

  1. Aż chciałoby się to wszystko zobaczyć. Ale cóż, można podróżować razem z księdza opisami używając wyobraźni🙂

  2. Czy mogę prosić o przepis na czubaryki? Nie każdy ma to szczęście być wciągniętym na listę gości po powrocie…😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s