Już miesiąc

Siedzę teraz w ośrodku rekolekcyjnym, spoglądam przez okno na jezioro i otaczające go góry i tak właśnie sobie uświadomiłem, że to już miesiąc minął na kazachskiej ziemi. Zawsze rocznice (czy w tym przypadku miesięcznice) są jakąś okazją do pewnych podsumowań. Ale jakoś bym tego nie chciał robić. Bo takie podsumowanie oznacza, że coś się skończyły. A przecież u mnie wszystko się zaczyna. Na, ale kilka refleksji można sobie wzbudzić.

Wczoraj bardzo miłe zdarzenie, które miło podłechtało moje ego. Otóż po Mszy na jednej z wiosek, jedna Pani powiedziała: No Ojciec to już bardzo dobrze po rosyjsku mówi. Szczerze przyznam, że się tego nie spodziewałem. I może jakieś postępy są, ale pracy jeszcze dużo, oj dużo. Chodzę dwa razy w tygodniu na lekcje rosyjskiego. No i raz moja nauczycielka, kiedy ćwiczyliśmy czytanie Mszy świętej, powiedziała potem: Oj, zmęczyłam się bardziej, niż bym sama czytała. A po Mszy jak czasami ją zapytam jak było, to tylko się uśmiechnie i mówi: Отец, будем работать. Ale potichońku, potichońku.

To nie koniec z językami. Jak już pisałem, tutaj jest dużo Polaków. Ale to są dzieci, wnuki, a nawet prawnuki tych, którzy tutaj zostali przywiezieni. Mało kto więc język zna. To też już chyba mówiłem, że podjąłem się prowadzić lekcje polskiego. O ile na pierwszą przyszło cztery osoby, to na druga .. jedenaście!!! Ale to bardzo dobrze, że chcą się uczyć. Ciekawie te lekcje czasami wyglądają, kiedy ja moim „wspaniałym” rosyjskim tłumaczę polską gramatykę. Ale nie jest źle, po potrafiłem wytłumaczyć co to jest koło bliźniacze. Proszę, nie pytajcie po co. Dziękuję.

No i jeszcze angielski. I to wcale nie mój. Ale Mariusz mi zrobił taką reklamę, że dzieciaki chcą, żebym ich uczył. Kiedy zorientowałem się, że dużo nie potrafią, podjąłem się. To także wyzwanie dla mnie, bo muszę się przygotować, no i nauczyć ich poprawnie.

Ktoś może zapytać, to ksiądz tam pojechał ludzi do Boga przyciągać, czy szkołę językową otwierać? Oczywiście to pierwsze, ale nauka języka to sposób jakiś na złapanie kontaktu. I już dwójka dzieci z grupy językowej przyszła do kościoła i została na katechezę. Pan Bóg ma swoje drogi do ludzi, my tylko musimy Mu nie przeszkadzać. A na parafii już normalnie. Oczywiście jeszcze nie poznałem wszystkich wiosek. Ale planujemy już od następnej niedzieli, w każdą niedzielę jeździć do trzech. Rano Msza w Kielerovce i na wiosce, a po południe na dwóch wioskach. Wcześniej nie było takiej możliwości, no bo jeszcze żaden z księży tutaj nie miał daru bilokacji. Po tych kilku odwiedzinach różnych wiosek i obserwacjach i spotkaniach w Kellerovce, mogę stwierdzić jedno: system komunistyczny strasznie spustoszył ludzkie serca. Udało się wyplenić nieraz dosłownie wiarę z ludzkiego życia. I dzisiaj nie jest to łatwe, być tutaj wierzącym. Bo się będą inni śmiali. Oj trzeba tym ludziom odwagi i męstwa, szczególnie młodzieży. To wszystko pozostałości po tamtych czasach pomieszane z „nowoczesnością”, którą obserwujemy w Europie. Jaki skutek, samemu można odpowiedzieć sobie na to pytanie. Taka raz przyszła nam refleksje, że tutaj może i praca jest cięższa, niż tam gdzie się zaczyna od zera. I po części to prawda. Ale i tak Pan Bóg działa.

No a dzisiaj zaczynamy rekolekcje kapłańskie w Szczucińsku. Bez tego nie da rady. Proszę więc o modlitwę i pamięć, za mnie, ale i za innych kapłanów, za O Rekolekcjonistę, no i za ludzi, do którzy jesteśmy posłani. Z góry Bóg zapłać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s