Dzień Niepodległości!

Pierwszy raz w tym roku obchodziłem to święto poza granicami naszej Ojczyzny. I przyznać muszę, że całkiem inaczej się to wszystko przeżywa, gdzieś cztery i pół tysiąca od kraju. Ale po kolei.
Rano jakoś tak dziwnie się to wszystko czuło. Ta świadomość, że w Kraju wielu ludzi świętuję naszą Niepodległość, a tu nic. Ale popołudniu Mariusz (przypominam – mój proboszcz) mówi, że mam zaproszenie do Kokszetau na wieczór na obchody Dnia Niepodległości, organizowane przez tamtejszą Polonię. Wahanie: wybrać się czy nie (w końcu to tylko 80 km). Ale koniec końców szybka decyzja: jedziemy.
Wszystko zaczynało się o 18:30. Troszkę nam zajęło znalezienie miejsca, ale udało się nawet nie spóźnić. Wchodzimy i zaraz przy drzwiach przypinają nam biało-czerwoną wstążeczkę. Za chwilę wita nas p. Wiktor – prezes tutejszej Polonii. Pięknie ustrojona sala i dekoracja, biało-czerwona flaga, ale napis po … rosyjsku. Lekkie zdziwienie. I zaczyna się Uroczystość. I kolejne zdziwienie – znów tylko po rosyjsku. To może pokazać jak skuteczne były działania sowietów. Potem jednak był piękny program przygotowany przez uczniów szkoły polskiej, oczywiście już w języku polskim. Wielkie urazy uznania dla młodzieży, która pięknie mówiła po polsku. Na tej Uroczystości był też obecny Konsul RP.
A były to nie tylko obchody rocznicy odzyskania niepodległości, ale także 75 rocznica wywózki Polaków do Kazachstanu. I przejmujące świadectwa świadków, tych którzy to przeżyli. Opowiadali, jak w nocy do ich domów pukało NKWD i wydało rozkaz: 24 na skapowanie. Potem ładunek w bydlęce wagony i podróż – nie wiadomo gdzie i jak długo. I w końcu przystanek końcowy: nic wokół, żadnego budynku, tylko step i podstawione ciężarówki, które też na step zawoziły. I tam zakwaterowanie w pałatkach, a była to już jesień. I to nie złota polska jesień. Sam przekonałem się już, że potrafią być tutaj jesienią większy mrozy niż u nas w zimie. A potem kazali im budować ziemianki, oczywiście łopat im nie dali, tylko trochę słomy i parę nieheblowanych desek. W takiej jednej ziemiance mieszkało po dwie, trzy rodziny. Czyli jak w naszym pokoju po 10, albo i więcej osób. Jeść także nie było co, trochę ziemniaków, którymi podzieli się Kazachowie, którzy też za dużo nie mieli.
Ile osób nie przeżyło, dokładnie nie wiadomo: czy to była trzecia część czy połowa. Mróz, głód i ciężkie warunki, i za co? Za to tylko, że mówiło się po polsku. Zresztą potem to było zakazane. Ponoć brano Polaków do wojska, a potem na pierwszej zbiórce kazano im wystąpić, i przed całym wojskiem mówiono, że nie są godni służyć w armii sowieckiej i ich wypędzano. Przez długi czas nie wolno było im opuszczać wioski. Nie było mowy o jakimś lepszym wykształceniu, o studiach już nawet nie mówiąc. Ten stan trwał kilkadziesiąt lat. Nie ma się co dziwić, że mowa polska nie przetrwała. Ale i tak wielu z nich dzisiaj w paszporcie kazachstańskim ma wpisane Polak.
To była taka żywa lekcja historii. Niesamowita, nie do opowiedzenia. Kilka osób otrzymało Kartę Polaka. Rocznie do Polski wraca około 150 osób. Dużo? Wręcz przeciwnie. Na te kilka lub kilkadziesiąt Polaków tutaj mieszkających.
I w czasie powrotu kolejna niespodzianka: telefon z naszego diecezjalnego Radio Fara. Jak przezywamy Dzień Niepodległości te kilka tysięcy km od Ojczyzny.
A w kraju? Sami wiecie. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s