Чай

Чай – czyli herbatka, po polsku. To taki tutejszy zwyczaj. W parafii Kellerovka jest 12 punktów, gdzie dojeżdża ksiądz. Oczywiście nie w każdą niedzielę, ale przynajmniej raz na miesiąc. Poza tym ludzie gromadzą się sami na modlitwę, na czytanie Słowa Bożego. Przeważnie te punkty, to domy, zaadaptowane na kaplice – czyli tzw. Domy Modlitwy. Jak pojechaliśmy pierwszy raz, po mszy świętej panie mówią: będziemy pić czaj. No to sobie pomyślałem, fajnie, zimno napijemy się herbatki, zawsze to cieplej będzie. Przychodzimy do kuchni, a tu cały stół zastawiony. Tak to wygląda чай. Oczywiście, nie przychodzi wiele ludzi, tak patrząc po polsku. To zależy jeszcze gdzie. Ale mniej więcej od 10 do 20 osób. Trzeba powiedzieć, że to i tak cud wielki, że wiara w byłym Związku Radzieckim przetrwała. Dobrze, że czasami przyjdą młodsi, a już całkiem pięknie, jak dzieci. Jest to jakaś nadzieja.
Wielu tutaj Polaków. Ale błędne jest mniemanie, że zostali oni po II wojnie światowej. Większość z nich była przywieziona tutaj w latach 30tych. Największy transport chyba był w roku 1936. Dlatego mało kto mówi po polsku, choć są i takie osoby, bo przecież to trzecie, albo nawet i czwarte pokolenie. Dlatego chcą się uczyć języka polskiego. To dla nich szansa na lepszą przyszłość. A jako, że nas dwóch teraz, to podjąłem się prowadzić takie spotkania. Pierwsze było we wtorek i zebrała się grupka 4 osób.
Jeżeli już mowa o nauce języków, to ja tez chodzę na lekcje. Na razie uczę się czytać po rosyjsku. Oj nie jest to proste, najgorsze to to rosyjskie ударение (czyli akcent). Moja nauczycielka mówi, że nieraz ona bardziej się męczy niż ja, jak słucha mojego czytania. No, ale także zauważa postępy, małe bo małe, ale budzą nadzieję na przyszłość.
No i jeszcze pogoda, bo to też dla mnie coś nowego. W sobotę wieczorkiem +5 i zapowiadało się na deszcz. Budzimy się rano w niedzielę, patrzymy na termometr, a tam malutki przymrozek: -20 (słownie: minus dwadzieścia). No i ten mrozik trzymał parę dni. Da się przeżyć. Gorzej z akumulatorami. zrobiliśmy sobie luźniejszy dzień i pojechaliśmy odwiedzić sąsiadów w Szczucińsku (około 120 km), no i nam samochód zaniemógł, spodobało mu się tam i nie chciał nam zapalić. Zresztą wcale mu się nie dziwię, bo to miasto położone pięknie. Nagle na stepie wyrastają góry, a pomiędzy nimi jeziora. no tylko ciut za zimno było na rozkoszowanie się bezpośrednim kontaktem z naturą, ale jeszcze będzie na to czas w lecie.
Pozdrawiam – О. Томаш

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s