Polska: CFM i ambasada

W niedzielę rano ( 2 paźdź.) wróciłem do Polski. Hurra! Ale już wieczorem musiałem jechać do Warszawy po wizę. Udało mi się być na obiadku, jak to się mówi, „u mamy”.  No wiadomo, o co chodzi, tego tematu nikomu nie trzeba objaśniać. A wieczorem autobus i do stolicy.A nocowałem w Centrum Formacji Misyjnej. Czyli w miejscu, gdzie spędziłem ostatni rok. Ciekawie tak wrócić do tego miejsca, oczywiście już w trochę innym charakterze. Zobaczyć nowych studentów, ale starych znajomych: lektorów, dyrektorów czy panie sekretarki. Nawet i Pana Tadzia. No oczywiście, musiałem wstąpić na pół godzinki chociaż na „lekcję” angielskiego. Studenci to zawsze lubili. Ale miła niespodzianka czekała mnie jeszcze w nocy, w dzień przyjazdu, Mario też przyjechał. To mój sąsiad zza ściany. Jedzie do Boliwii. Chodziliśmy po nocy po Centrum i odwiedzaliśmy stare kąty.

Rano żarty się skończyły. Trzeba było pozbierać dokumenty i pojechać do Ambasady. Niby wszystko jest tak jak powinno być, ale obawy zawsze są. Nawet tak źle nie było. Pani przyjęła dokumenty i powiedziała, że tydzień trzeba czekać. No zobaczymy w piątek. Pamiętajcie o tym w modlitwach. Bo to już praktycznie ostatnie formalności przed wyjazdem. No jeszcze tylko spakować się (nie cierpię pakowania – pomocnicy mile widziani). Ach, zapomniał bym: w niedzielę odbędzie się moje posłanie misyjne w mojej rodzinnej parafii w Dąbrówkach. Nigdy jeszcze nie byłem na takiej uroczystości, szczególnie jako posyłany. Proszę, pamiętajcie w tym dniu o mnie w modlitwach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s