Kellerovka i Oziornoje

No i kolejny dzień w Kazachstanie. Wszystko nowe i bardzo ciekawe. Rano w końcu mogłem zobaczyć Kiellarowkę, miejsce gdzie spędzę moje pierwsze miesiące w tym kraju. Wychodzę rano z plebanii i od razu niesamowity widok – step, skąpany w promieniach wschodzącego słońca. Lekko brązowe trawy, aż na horyzont, a trochę bliżej pasące się bydło i konie. Oczywiście nie uwiązane, no bo gdzie uciekną? Potem poszliśmy do kościoła. No oczywiście to wygląda całkiem inaczej niż w Polsce. Chociaż może wnętrze miało klimat dawnych drewnianych kościołów, choć to porównanie nie jest do końca celne. Przygotowanie do Mszy, no i Eucharystia, moja kolejna próba w języku rosyjskim. Była jedna Pani. A po Mszy wystawienie Najświętszego Sakramentu i różaniec. I znów różnica, pewnie w Polsce niejeden ksiądz by się zastanawiał czy jest sens robić Adorację dla jednej osoby. Ale przecież nas było troje. Troje więcej osób trwających przy Panu. Czy więc takie pytania i wątpliwości mają sens?
Około południa pojechaliśmy do Oziornego na imieniny do siostry Urszuli. Okazja do spotkania, Czy będzie kolejna i kiedy nie wiadomo, bo może jutro albo pojutrze spadnie śnieg? Kto to wie? No oczywiście droga przez step – około 30 km – innej nie ma. Oziorne to szczególne miejsce. Chyba można powiedzieć miejsce szczególnego działania Pana Boga. Tutaj jest parafia MB Królowej Pokoju. Ta wioska powstała kiedy byli wywożenie ludzie z Polski i innych, to oni się tutaj osiedlili. I wydarzył się cud. Bo myśleli oni, że przyjdzie im zginąć z głodu, bo jak coś wyhodować, skoro zima już tuż tuż? Ale tuż obok wioski w niewielkim jeziorze pojawiły się ryby, podobno pierwszy raz. Czy to nie cud? Wszyscy ocalenie nie wątpią w to. Wierzą, że to przez wstawiennictwo Matki Bożej się stało.
Piękne te spotkania. Dla mnie szczególnie ciekawe. W Oziornem oprócz parafii i księży tutaj pracujących, jest jeszcze wspólnota sióstr Służebniczek Wielkopolskich. Zajmują się one dziećmi i młodzieżą, pomagają prowadzić katechezę. Ale to nie wszystko. Są tutaj jeszcze Ojcowie Benedyktyni, dwaj Szwajcarzy. Zaprosili nas na kolację. Cieszę się tym bardziej, że bardzo dobrze mówią po angielsku, będzie więc okazja, aby porozmawiać i odświeżyć język.
Ale i to nie koniec. Bo tutaj na północy, w tym siole na stepie jest jeszcze klasztor, w malutkim domku, sióstr karmelitanek. Oczywiście też je odwiedziliśmy. Choć nie wychodzą ze swojego klasztoru, to pewnie ich praca jest nie mniej ważna, jak nie ważniejsza, niż nie jednego misjonarza. Bez tej pracy nic by nie było możliwe, to modlitwa. Oczywiście o tą modlitwę prosiłem i jestem pewien, że ona będzie mi towarzyszyć.
No i tak minął kolejny dzień. Jutro jedziemy do miasta, do Kokszetawy. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję szczególnie tym, którzy wysłali życzenia z okazji dnia misyjnego. Z Bogiem

P.S. Przepraszam, że nie dodaję zdjęć, ale coś mi chyba tutaj zablokowali dostęp do mojej strony i piszę tak troszkę naokoło. Postaram się znaleźć kogoś kto będzie mi pomagał, aby była możliwość zobaczenia jak to tutaj wygląda.

About these ads

One response to “Kellerovka i Oziornoje

  1. Historię o cudzie z jeziorem i rybami już słyszałam :) U mnie na parafii w Zielonce był misjonarz z Kazachstanu i to opowiadał. Na imię mu było ks. Zbyszek :)
    Pozdro :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s